You are currently viewing Wtorek play-off: Dziki bliżej półfinału, MKS nie odpuszcza

Wtorek play-off: Dziki bliżej półfinału, MKS nie odpuszcza

Reklama

19 maja 2026 roku przyniósł kibicom ORLEN Basket Ligi dwa niezwykle emocjonujące spotkania ćwierćfinałowe. Dziki Warszawa umocniły się na pozycji lidera w swojej serii, natomiast MKS Dąbrowa Górnicza udowodnił, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

Dziki Warszawa – Energa Trefl Sopot 85:78 (3. mecz serii)

Spotkanie rozegrane w Warszawie miało wyrównany charakter przez niemal całe cztery kwarty. Już od pierwszych minut obie drużyny toczyły walkę punkt za punkt. Kluczowe trafienia Darnella Edge’a pozwoliły gospodarzom zbudować kilkupunktową przewagę, którą następnie podwyższył Ben Vander Plas. Wsad Krzysztofa Kempy powiększył różnicę do 11 punktów, jednak sopocianie – prowadzeni przez Paula Scruggsa – systematycznie odrabiali straty. Po pierwszej kwarcie było 22:18.

Druga odsłona przyniosła kolejne zwroty akcji. Grant Sherfield wyprowadzał gości na prowadzenie, a końcówka pierwszego półmecza była wyjątkowo intensywna. Po trójkach Edge’a i Vander Plasa przerwa nastąpiła przy stanie 45:42 dla Dzików. Po wznowieniu gry drużyna trenera Marco Legovicha zaczęła budować stabilną przewagę – rzuty wolne Łukasza Frąckiewicza dawały siedem punktów różnicy. Czwarta kwarta otworzyła się od kolejnych trafień Frąckiewicza i Edge’a, co oznaczało 12 punktów na plus dla gospodarzy. Sopocianie odpowiedzieli serią 0:12, a po trafieniach Granta Sherfielda różnica stopniała do zaledwie pięciu punktów. W kluczowych momentach nie zawiedli jednak Vander Plas i Horton, którzy ostatecznie przypieczętowali wygraną 85:78.

Liderem punktowym Dzików był Darnell Edge z 20 punktami i 5 zbiórkami. Po stronie gości wyróżnił się Paul Scruggs, notując 22 punkty, 11 zbiórek i 5 asyst.

Trener Energa Trefla Mikko Larkas nie ukrywał rozczarowania po meczu: „Zawodnicy Dzików wkraczali na wyższy poziom, a nasi nie. Nie znaleźliśmy zawodników, którzy dołączyliby do reszty dobrze grających. W całej serii, jeśli spojrzy się na zaawansowane statystyki, tworzymy lepsze sytuacje rzutowe niż Dziki. Ale różnica jest taka, że ich nie trafiamy. Albo się otworzymy w tym elemencie, albo pojedziemy na wakacje. Defensywnie też musimy być lepsi, gramy za miękko, to musi się zmienić.”

Po drugiej stronie barykady trener Dzików Marco Legovich był zadowolony z postawy swoich zawodników: „To był kolejny trudny mecz, a zarazem kompletnie inny niż poprzednie. Mamy jeszcze pewne rzeczy do poprawy – np. defensywne zbiórki. Pokazaliśmy jednak wielką energię, dużo wysiłku – mieliśmy 12 przechwytów, 8 bloków. Chcieliśmy się podnieść po ostatniej porażce. Myślę, że byliśmy dzisiaj lepsi i zasłużyliśmy na wygraną.”

Dziki Warszawa prowadzą w serii 2-1. Czwarty mecz zostanie rozegrany w czwartek 22 maja o godz. 20:15.

MKS Dąbrowa Górnicza – Legia Warszawa 92:91 (3. mecz serii)

Wieczorne spotkanie w Dąbrowie Górniczej okazało się jeszcze bardziej dramatyczne. Gospodarze od początku grali z napędem – Ron Curry i Justin Gray wprowadzili MKS na pięciopunktowe prowadzenie, choć Carl Ponsar szybko odrabiał straty dla gości. Po pierwszej kwarcie było 27:25 dla dąbrowian.

Druga odsłona diametralnie zmieniła obraz rywalizacji. Legia otworzyła ją serią 0:9, a wsad Jayvona Gravesa dał jej siedem punktów przewagi. Do przerwy gracze z Warszawy prowadzili 53:45, mając przy tym silne oparcie w Ojarsie Silinsie i rzutach wolnych Ponsara.

Trzecia kwarta całkowicie odwróciła sytuację na parkiecie. Dwie trójki Andrzeja Pluty wydawały się definitywnie rozstrzygnąć losy meczu – Legia prowadziła już 14 punktami. Dąbrowianie nie zamierzali jednak rezygnować. Luther Muhammad i Adrian Bogucki pozwolili zbliżyć się gospodarzom, a sam Muhammad finalizował akcje, które dawały MKS prowadzenie. Po 30 minutach było 71:70 dla gospodarzy.

Czwarta kwarta to niemal minuta po minucie zmieniające się prowadzenie obu drużyn. Na cztery minuty przed końcem rzut z dystansu Silinsa dał Legii sześć punktów przewagi. EJ Montgomery doprowadził jednak do wyrównania, a Marcin Piechowicz oddał prowadzenie MKS. DJ Brewton trafił trójkę wyrównując stan meczu. Kluczowe trafienie zanotował Luther Muhammad, dając MKS minimalne prowadzenie. W ostatniej akcji faulowany Brewton wykorzystał tylko jeden z dwóch rzutów wolnych – to oznaczało zwycięstwo gospodarzy 92:91.

Najskuteczniejszym zawodnikiem MKS był Jakub Musiał z 18 punktami i 2 zbiórkami. Legia mogła liczyć na DJ Brewtona, który skończył mecz z 19 punktami i 5 asystami.

Trener Legii Heiko Rannula zabrał głos po porażce: „Wiedzieliśmy, że MKS będzie grał twardo, tak jakby nie mieli nic do stracenia. I to właśnie zrobili. To kolejny «miękki» początek z naszej strony. Nie byliśmy odpowiednio skoncentrowani, robiliśmy straty. Musimy to przeanalizować. Mieliśmy sporą przewagę w trzeciej kwarcie, ale przeciwko strefowej obronie byliśmy zbyt pasywni. Daliśmy im szansę na powrót. To dobra lekcja dla nas. Musimy poprawić obronę i być lepszymi w kolejnym meczu.”

Trener MKS Artur Gronek podkreślił znaczenie wsparcia kibiców: „To był ciężki mecz. Zagraliśmy o wiele lepiej w ataku niż w obronie, szczególnie w pierwszej połowie. W drugiej zrobiliśmy zmiany i stworzyliśmy problemy dla Legii. Wyrzuciło to ich z rytmu, dzięki temu mogliśmy wrócić do grania. Dzisiejsza koszykówka jest grą serii punktowych. Ciężko pracowaliśmy na to kilka miesięcy, ciężko byłoby przegrać 0-3. Kibice dzisiaj świetnie dopisali, mam nadzieję, że przyjdą też w czwartek.”

MKS Dąbrowa Górnicza przegrywa w serii 1-2. Czwarty mecz odbędzie się w czwartek 22 maja o godz. 18:00.

Co dalej?

Przed obiema parami stoi perspektywa decydujących starć. Dziki Warszawa są o jedno zwycięstwo od awansu do półfinału ORLEN Basket Ligi i będą dysponować przewagą własnego parkietu. MKS Dąbrowa Górnicza, wychodząc z poważnych tarapatów (0-2 w serii), pokazał w poniedziałkowy wieczór, że potrafi grać pod presją i nie zamierza składać broni bez walki. Legia, mimo porażki, nadal prowadzi 2-1 i pozostaje faworytem do awansu.


Źródła: B2BData.pl Agencja Informacyjna